Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magda Kieferling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magda Kieferling. Pokaż wszystkie posty

W jakiej firmie najlepiej odbyć praktykę zawodową?


Wybór miejsca praktyk najłatwiej określicie mając rozeznanie w różnicach między typami firm na rynku (była o tym mowa tydzień temu). Czas na zidentyfikowanie obszaru twoich zainteresowań. Jak to zrobić? Dzisiaj na blogu druga część gościnnego tekstu dr Magdaleny Maśluk-Meller, międzynarodowego doradcy kariery i trenera.

1. Wybierz branżę, w której chciałabyś pracować. Jeżeli nie wiesz na co się zadecydować, pomyśl, jakimi produktami chcesz się zajmować? Czy będą to napoje, odzież, leki czy może kosmetyki?

2. Czy masz pasje, które pomogą Ci się ukierunkować, takie jak moda, zdrowy styl życia lub technologia? Zapewne masz swoje ulubione marki, z którymi chciałabyś związać swoją przyszłość zawodową?

3. Wypisz nazwy potencjalnych pracodawców. Zidentyfikuj ich jak najwięcej: dziesięć, piętnaście, może nawet trzydzieści. Przejrzyj rankingi, prasę branżową, fora tematyczne w sieciach społecznościowych. Następnie uszereguj je w tabeli według dwóch przeciwstawnych kryteriów:
  • Firmy typu in-house i agencje
  • Firmy polskie (o zasięgu lokalnym) lub globalne koncerny (o zasięgu międzynarodowym)


Lokalne firmy na ogół koncentrują się na obsłudze sektora małych i średnich przedsiębiorstw, podczas gdy koncerny działają na rynku międzynarodowym. W przypadku tej pierwszej grupy nierzadko działania dotyczą wspierania kilkudziesięciu firm. W przypadku drugiej chodzi zazwyczaj o obsługę ogromnych koncernów działających w różnych krajach, systemach prawnych i podatkowych.

Przykłady:

Dla marketingowców



Dla logistyków



Dla specjalistów ds. finansów i księgowości



Dla programistów



Uporządkowanie pracodawców pozwoli Ci zorientować się we własnych oczekiwaniach i ułatwi zredagowanie dokumentów aplikacyjnych. W liście motywacyjnym do firm z każdej z tych grup podkreśl czynniki, które podnoszą ich atrakcyjność i Twoje zainteresowanie branżą. Przykładowo:


Warto ubiegać się o praktyk równolegle w kilku różnych firmach, w każdej z tych czterech grup. Dzięki temu nie stracisz czasu na oczekiwanie na odpowiedzi i poznasz lepiej każdy typ przedsiębiorstwa. Jeżeli zostaniesz zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną, a rekruter zapyta Cię, w czym konkurencja jest lepsza, będziesz mieć gotową odpowiedź.

Identyfikacja potencjalnych pracodawców ma zastosowanie na każdym etapie kariery. Jej potencjał najlepiej sprawdza się u osób, które nie mają jeszcze za sobą doświadczeń zawodowych. Pierwsza praktyka może przeważyć o dalszym przebiegu kariery, miejscu kolejnej praktyki, bądź pracy. 


Autorką tekstu jest dr Magdalena Maśluk-Meller - doradca kariery i trener w Serwisie Kariery Międzynarodowej 8careers.eu. Od lat pomaga w znajdowaniu pracy na miarę kwalifikacji w kraju i za granicą. W wolnym czasie zgłębia historię kultury i montuje filmy z podróży z 35 odwiedzonych przez siebie krajów. Jeżeli chcesz poznać tajniki niemieckiej aplikacji o pracę, zajrzyj do jej książki “CV i profesjonalna aplikacja po niemiecku”.


JAK ZNALEŹĆ PRAKTYKĘ ZAWODOWĄ NA LATO? cz.1

Pracodawcy najchętniej zatrudniają młode osoby tuż po studiach, które zdobyły już pierwsze doświadczenia w swoim zawodzie. To zazwyczaj one, a nie wiedza z uczelni,  są czynnikiem decydującym o zdobyciu wymarzonej pracy. Jak wybrać praktykę, która da nam świetny start w zawodowe życie? Dzisiaj na blogu gościnny tekst dr Magdaleny Maśluk-Meller, międzynarodowego doradcy kariery i trenera.

Miejsce pierwszej praktyki ma ogromne znaczenie dla Twojej kariery. Dlaczego? Z doświadczeniem w danym środowisku pracy będzie Ci łatwiej znaleźć pracę w innej firmie o podobnym profilu. Marka ma znaczenie. Niektórzy pracodawcy cieszą się dużym kredytem zaufania, bo zapewniają wysoką jakość organizacji pracy. Wielu rekruterów podejmie decyzję o zaproszeniu Cię na rozmowę na podstawie nazwy obecnego lub ostatniego pracodawcy.

Od czego zacząć? Zapoznaj się z typami pracodawców. Podziel ich według kompetencji:
- na zakłady pracy (in-house) - firmy wyspecjalizowane w konkretnej branży
- na agencje - firmy out-sourcingowe (czyli wykonujące zadania im oddelegowane)

Praca w tym samym zawodzie w modelu in-house (z etatem w konkretnym dziale wewnętrznym) znacząco różni się od pracy w agencji. Zastanów się – czy wolisz być marketingowcem w agencji, czy specjalistą ds. marketingu w firmie obuwniczej? Rekruterem w agencji personalnej czy rekruterem firmowym?

Pomyśl o zaletach i wadach w pracy w obu tych modelach. W przypadku agencji masz dostęp do wielu klientów. Ale zwykle brakuje czasu by dobrze poznać ich działania i kształtować je długofalowo. W drugim przypadku poznasz dokładnie działalność firmy. Jednak będziesz pracować na wyłączność, co oznacza mniejsze zróżnicowanie.
Agencje działają na podstawie uzyskanego od klienta streszczenia oczekiwań związanych z projektem (tzw. briefu). Klient pełni strategiczną funkcję. Nie musi zagłębiać się w szczegóły wykonania. 

Oczywiście wybranie ścieżki kariery w jednym z tych dwóch modeli nie skazuje Cię na drogę bez powrotu. Przeskakiwanie między tymi grupami, (a nawet branżami) jest możliwe. I tak przejście z agencji na stronę zleceniodawcy jest dość łatwe. Po stronie pracodawcy mogą się pojawić opory wynikające z braku doświadczenia kandydatów w strukturach in-house. Ich zaletą jest jednak ogromna wiedza zawodowa i branżowa.

Przejście w odwrotnym kierunku – z firmy typu in-house do agencji - jest raczej trudne. Agencje postrzegają pracowników firmy klienta jako mniej elastycznych i słabiej radzących sobie z multi-zadaniowością. Oba modele mają znacząco odmienne budżety roczne i oferują różny rodzaj stabilności zawodowej. Stąd płace i rodzaje oferowanych umów mogą być nieporównywalne.

W kolejnym tekście poznacie sposoby na usystematyzowanie wiedzy o rynku oraz zaplanujecie swój pierwszy zawodowy krok.

Autorką tekstu jest dr Magdalena Maśluk-Meller - doradca kariery i trener w Serwisie Kariery Międzynarodowej 8careers.eu. Od lat pomaga w znajdowaniu pracy na miarę kwalifikacji w kraju i za granicą. W wolnym czasie zgłębia historię kultury i montuje filmy z podróży z 35 odwiedzonych przez siebie krajów. Jeżeli chcesz poznać tajniki niemieckiej aplikacji o pracę, zajrzyj do jej książki “CV i profesjonalna aplikacja po niemiecku”.

Pracowi wykorzystywacze


Skoro gdzieś pracujecie, znaczy to, że macie takie umiejętności, które są potrzebne Waszemu szefowi do zarabiania pieniędzy. Im więcej takich talentów, unikalnych kompetencji, rzeczy, których w Waszej firmie potraficie zrobić znajdziecie, tym lepsza powinna być Wasza pozycja. To jest oczywiście scenariusz idealny.


To, że pracujecie na stanowisku księgowego, a po godzinach bawicie się Photoshopem i przy okazji umiecie robić wspaniałe zdjęcia, wcale nie znaczy, że musicie zrobić swojej firmie sesję na stronę www. Taka sesja kosztuje, i każdy kto ją przygotowywał, wie, że wymaga sporo zachodu.

Zastanówcie się - skoro można komuś płacić za to, że się ładnie ubiera i pokazuje to na swoim blogu, można też płacić utalentowanej recepcjonistce za to, że piecze świetne ciasta na firmowe imprezy, albo na tak lubiany w wielu firmach "Słodki Piątek". Tylko trzeba o tym otwarcie rozmawiać i ustalać cenę, a nie bać się, że jeśli nie spełnicie prośby szefa, albo nie ugniecie się pod presją kolegów, Wasze akcje spadną. 

Doświadczenie ludzi, którzy znają cenę za swoje usługi i talenty pokazuje, że są oni dużo bardziej szanowani niż ci, którzy robią coś za darmo. A ta cena zależy tylko od Was - czasem jest to jednorazowa gratyfikacja, czasem pokazanie nowej kompetencji może zwiększyć Waszą pensję o 10%, innym razem dostaniecie wolny dzień, który poświęcicie na co chcecie. 

Dawno dawno temu, w porządnych firmach istniało coś takiego jak opisy stanowisk. Dostawaliście takie coś od razu przy podpisywaniu umowy o pracę i wiedzieliście, czego się od Was oczekuje i za co dostajecie pieniądze. Wszystkie ponadprogramowe rzeczy były wynagradzane dodatkowo, a pracownik, który chciał się wykazać najpierw pokazywał, że coś potrafi, a potem - jeśli ta kompetencja okazywała się przydatna - negocjował załącznik zmieniający umowę i większą kasę. 

W czasach, w których większość pracowników boi się, że straci pracę, o swoich obowiązkach dowiadujecie się w tzw. praniu. Często też rzeczy, które mocno wykraczają poza uzgodnione na rekrutacji zadania robicie za friko po godzinach. Wybór należy do Was - albo się ze swoimi umiejętnościami nie wychylać, albo pokazać że potraficie coś więcej i w ślad za tym pogadać z szefem, co z tego moglibyście mieć. Gwarantuję Wam, że niejeden przełożony zgodzi się w tzw. barterze puścić Was kilka godzin wcześniej do domu. Bo to, co dla Was jest dużą wygraną, dla niego jest małym kosztem.

NORMALNOŚĆ OD PROGU

Sekretarka czy recepcjonistka to nierzadko profesjonalna i bardzo bystra kula szpiegula. Dlatego już od pierwszego momentu, kiedy wchodzicie do biura warto być dla niej miłym. Jeśli jej się nie spodobacie, możecie być praktycznie pewni, że doniesie komu trzeba. A na wizerunku małomiasteczkowego chama albo potykającego się lekkoducha przecież Wam nie zależy.


Coraz więcej firm, które chce sprawdzić zachowania swoich przyszłych pracowników, prosi o opinię na ich temat osoby, które mają z nimi pierwszy kontakt, czyli recepcjonistki, asystentki, panie od kawy. To podobny mechanizm do tego, który stosujemy na pierwszej randce. Jeśli nasz wybranek/ wybranka jest bucem w stosunku do obsługującego Was kelnera, można przypuszczać, że tak samo będzie się zachowywał/ała w stosunku do Was i Waszych znajomych.

Jak więc zrobić pierwsze dobre wrażenie już na etapie recepcji? Przede wszystkim zanim cokolwiek powiecie, warto się uśmiechnąć i chwilę ten uśmiech na buzi przytrzymać. Bo naturalność i normalność są w cenie. Niezależnie, czy jest się prezesem czy dwudziestolatkiem starającym się o pierwszą pracę. 

Większość ludzi traktuje panie na recepcji bezosobowo, więc każdy taki kontakt zwróci ich uwagę. Potem wyraźnie powiedzcie swoje imię i nazwisko oraz do kogo przyszliście. Nie zaszkodzi też opowiedzenie żartu lub komplementu. Od kiedy jestem żoną, zawsze widząc, że pani nie może poprawnie przeczytać mojego nazwiska (Kieferling), mówię, że panieńskie było jeszcze gorsze (Gieorgica). Nie zdarzyło się, żeby osoba po drugiej stronie nie wybuchnęła śmiechem. Paradoksalnie do im bardziej nadmuchanej firmy idziecie, tym bardziej ceni się w niej normalność, takt i lekkość z jaką mówicie. I tym normalniejsze dziewczyny będą witały Was w progu. 

Jeśli przyszliście na spotkanie za wcześnie, usiądźcie spokojnie i czymś się zajmijcie. Komórka, gazeta, książka świadczą o tym, że czas się dla Was liczy i nie lubicie go tracić. A kiedy już zostaniecie zaproszeni na właściwe spotkanie, są one świetnym pretekstem do rozpoczęcia rozmowy, np. udało mi się wreszcie skończyć rozdział, którego nie mogę skończyć od kilku dni. Znajduje Pan/ Pani czas na czytanie?


JAK SIĘ POGRĄŻYĆ NA REKRUTACJI :)?

Nie ma się co oszukiwać. Ręka do góry, jeśli ktoś z Was nigdy nie skłamał na rozmowie o pracę? Każdy z nas chce pokazać się w jak najlepszym świetle. I rekruter o tym wie. Dlatego często sam prowokuje pytania i odpowiedzi, które sprawdzają, do jakich prawd i półprawd potraficie się posunąć. Poniżej lista tych najczęstszych:


1. Nie mam słabych stron - każdy je ma, najważniejsze, żeby sobie zdawać z nich sprawę i pokazać, że nie jesteś arogancki. Czasem powiedzenie prawdy pokazuje Twoją kompetencję i wysoki poziom samoświadomości. Bo skoro znasz swoje wady, możesz coś z nimi zrobić.

2. W jakich sytuacjach najczęściej zwalniacie pracowników?
W tym pytaniu jest coś, co każe się zastanowić, nad osobą, która pyta, prawda? Bo po co pytać kogoś, kto jeszcze na dobrą sprawę Cię nie zatrudnił, w jaki sposób może Cię wyrzucić?

3. Moją jedyną słabością jest to, że pracuję za ciężko
Żaden rekruter się na to nie nabierze. Bo skoro tak ciężko pracujesz, to dlaczego szukasz pracy?

4. Czy monitorujecie maile i internet?
Rekruter zacznie się zastanawiać, co chcesz robić w pracy ... oprócz pracy

5. Mogę zrobić wszystko o co poprosicie, mogę stać się Waszym wymarzonym pracownikiem
Choć to zdanie brzmi absurdalnie - pada bardzo często. I świadczy tylko o tym, że w rozmowie, którą właśnie prowadzicie robicie wszystko na pokaz i tak, jak Wam się wydaje, że powinien chcieć rekruter. Odpowiedzcie sobie sami, czy zatrudnilibyście kogoś, kto nie jest sobą?

6. To dla mnie ciężki okres
Jeśli chcecie w kimś wzbudzić litość, to nie róbcie tego na rozmowie rekrutacyjnej. Wasze życie osobiste to nie sprawa przyszłego pracodawcy, a na wyższych stanowiskach niestabilność w domu jest wręcz dyskwalifikująca.

7. Mówienie: ja zawsze, ja nigdy, robiłem to milion razy
Generalizowanie pokazuje, że nie potraficie na siebie spojrzeć obiektywnie. Dlatego przestańcie wypowiadać słowa "zawsze" i "nigdy" w co drugim zdaniu.

8. Jestem naprawdę dobry w tym ... i w tym, i w tamtym .....Zgadzam się, zgadzam, no jasne, tak
Jeśli sprawisz, że słuchająca Cię osoba uzna, że jesteś za dobry i za mało samokrytyczny, może to wzbudzić w niej wątpliwości, czy chce Cię zatrudnić. 

9. Zostałem zwolniony, ale to nie była moja wina

Taka odpowiedź zawsze zostanie sprawdzona, więc zanim padnie upewnijcie się, że Wasz były pracodawca wypowie się w takim samym tonie i poprze Waszą wersję. Wszyscy dobrze wiemy, że przypadku zwolnienia to mało prawdopodobne. 

PRACA SZUKA CZŁOWIEKA


Coraz większa liczba pracodawców ma mnóstwo fantastycznych ofert, ale nie ma pomysłu, jak i gdzie znaleźć na nie chętnych. Zamiast więc narzekać, że pracodawcy nie odpowiadają Wam na wysyłane cv, zróbcie coś, żeby to oni sami o Was zabiegali. Tak jak codziennie to robicie, wejdźcie do mediów społecznościowych.


Z tego co do mnie piszecie, widzę, że pracę można dostać w najdziwniejszy sposób, ale najwięcej osób dostaje ją przez media społecznościowe, w których i tak codziennie bywa. W jaki sposób? Po tym, jak prowadzicie swój profil, czy macie na niego pomysł, czy umiecie angażować innych - pracodawcy widzą, z kim mają do czynienia (oczywiście jeśli Wasze profile nie mają restrykcyjnej polityki prywatności, bo wtedy nikt nic nie zobaczy). A wbrew pozorom sensownych ludzi posługujących się tym narzędziem wcale nie ma tak wielu. 

Dobrym sposobem na znalezienie pracy jest stosowanie hasztagów związanych z tym, co chcecie robić i z nazwami konkretnych zawodów/ specjalizacji/ grup tematycznych. Ludzie, którzy interesują się danym tematem stale szukają czegoś nowego w tej dziedzinie. A dobry komentarz do artykułu, czy udział w dyskusji po postem firmy/ stowarzyszenia branżowego może przyciągnąć uwagę do tego, kto go napisał. 

Warto też dać się zauważyć w internetowych społecznościach. Jeśli sensownie działają, nie tylko przyciągają ludzi, którzy szukają pracy, ale także pracodawców. Pracownicy działów HR i kadrowe też muszą się od czasu czymś inspirować. Kto powiedział, że nie zainspiruje ich to, co właśnie napisaliście na grupie dotyczącej rekrutacji informatyków.

Super metodą jest też freelansowanie, czyli zarabianie na swoim hobby i popularyzowanie go. Dla mnie takim pomysłem był ten blog. Dzięki niemu przeprowadziłam już kilkadziesiąt szkoleń na temat relacji millenialsów i ich szefów oraz zaczęłam doradzać kilkunastu dużym firmom, jak powinny prowadzić swoje rekrutacje, żeby 20-latkowie od nich nie uciekli. Z pomysłu, którym jest to co lubię robić, czyli pomagać młodym ludziom w spełnianiu ich zawodowych marzeń, narodził się zawód, który mogę wykonywać niezależnie od tego gdzie i czy obecnie pracuję, i w jakim kraju mieszkam. 

Jeśli Wasz przyszły pracodawca szuka praktyka i kogoś, kto naprawdę zna się na tym, co robi, w bardzo prosty sposób jest w stanie zauważyć po tym co piszecie i jak się wypowiadacie, czy chce z Wami pracować, czy nie. Albo chociaż - czy zainteresowaliście go na tyle, żeby chciał zaprosić Was na rozmowę i bliżej poznać. A to już największy sukces - bo jak sami wiecie - możliwość przedstawienia się osobiście to 50% szans, że dostaniecie tę robotę :)

FIRMOWA WIGILIA - O CZYM ROZMAWIAĆ?

Kiedy wchodząc do pracy widzisz zamkniętego w sobie i w swoim pokoju gościa, który jest Twoim szefem, i z którym rozmawiasz minutę tylko z okazji bożonarodzeniowego śledzika, ten tekst jest dla Ciebie. Jeśli sam jesteś tym gościem - to przestań śledzić, co Twoi dwudziestokilkuletni pracownicy robią właśnie na fejsbuku, wyjdź ze swojej kanciapy i zalajkuj ich posty w świecie rzeczywistym, nawet jeśli nie wiesz, co to ten fejsbuk? Rozmowa poza fejsbukiem o tym, co dzieje się na nim, to kopalnia tematów i świetny sposób na poznanie swoich pracowników i swojego przełożonego. 
Wigilie pracowe w niejednej firmie już się zaczęły. Z tego co piszecie i opowiadacie, takie imprezy firmowe, na których dwa albo trzy pokolenia pracowników muszą zjeść śledzika i napić się do towarzystwa, to dla każdej ze stron masakra. Starsi wiekiem i stażem nie wiedząc, co powiedzieć, mówią zazwyczaj o pracy. A młodsi - biorą dwie dokładki i po angielsku oddalają się, żeby czasem nie powiedzieć czegoś głupiego.

Lekarstwem jest fejsbuk i inne media społecznościowe, na których pokolenia i rzeczywistości mieszają się. Bo tutaj można pogadać i o jedzeniu, które właśnie pojawiło się na stole, poście, który był wrzucony kilka dni temu, ale wciąż intryguje, o ostatnim wydarzeniu, w którym ktoś brał udział, czy o opinii jaką wyraził, a która wydała nam się fajna. Czyli tak naprawdę o wszystkim, co jest dla nas na tyle ważne, żeby się tym podzielić.

Ale co zrobić, jeśli mimo wszystko boimy się otworzyć buzię? Najstarszym i wciąż najlepszym sposobem zaczepienia drugiej osoby, jest powiedzenie jej komplementu. Za fejsbuka można szefa pochwalić, bo choć w życiu się do tego nie przyzna, to nie jego bajka. Bez niej jednak byłby całkiem odcięty od informacji. Komplement dla przełożonego za coś, co ten opublikował na swoim łolu, to z ust dwudziestokilkulatka prawie to samo, co premia kwartalna za zadanie, które miało z założenia nie wyjść. I w drugą stronę - uwaga przełożonego, skierowana na coś, czym i tak jego pracownicy chwalą się publicznie, to cudowny pierwszy krok, żeby poczuli się nie jak cyferki z eksela, tylko jak ludzie ciekawi na tyle, żeby podglądać ich łole.

A co, jeśli nadal, mimo całej masy tematów, boimy się otworzyć usta? Wypróbujmy stary sposób speców od szkoleń medialnych - czyli wyobrażenie sobie osoby z którą właśnie rozmawiamy nago albo w piżamie w czerwone mikołaje. Sprawdziłam to sama na 99% moich szefów i innych osób, które mnie w pracy paraliżowały. I uwierzcie mi - działa!

ZMIANA PRACY - O CO PYTAĆ?


Coraz większe znaczenie ma dla Was gdzie pracujecie, a nie co robicie. Bo prawda jest taka, że praca w biurze wszędzie wygląda tak samo, tak samo jak w zakładzie fryzjerskim, na budowie, czy w sklepie. Gdzie - oznacza nie tylko miejsce i to, czy jest ono ładne. Wiadomo przecież, że nikogo z Was nie będzie bawiło siedzenie w piwnicy, zerkając na cieknący sufit i obdrapane ściany. Liczy się: jakie to miejsce jest, jaką ma kulturę. I co najważniejsze, czy Wy do tej kultury pasujecie? Bo to od niej, a nie od pensji, stanowiska, wpływów zależą wasz zawodowy rozwój i zadowolenie.



Jak sprawdzić kulturę firmy, w której nigdy nie pracowaliście? Bardzo łatwo - odpowiadając sobie na pytanie, czym ta firma różni się od innych. I co takiego się w niej wydarza, czego nie ma nigdzie indziej? Z reguły jest tak, że pracownicy, którym zadaje się to pytanie są zadziwiająco zgodni. To dobry znak, bo świadczy o tym, że wartości w tej firmie i sposób traktowania ludzi jest dla wszystkich jasny. Gorzej z pracodawcami -

Jak wykorzystać tę wiedzę starając się o pracę, albo myśląc o jej zmianie? Są takie 4 magiczne pytania, które warto zadać sobie samemu lub w przypadku rekrutacji - na rozmowie o pracę. Gwarantuję, że zaskoczycie nimi niejednego rekrutera, sami też zobaczycie, że wielu pracodawców będzie unikało odpowiedzi, co powinno Wam dać do myślenia.

1. Czy prezes firmy jest ludzki? - pamiętacie niekończące się dywagacje o Stevie Jobsie? Czy był narcyzem wymagającym specjalnego traktowania, krzyczącym na pracowników, czy liderem, który sprawiał że się rozwijali. No właśnie - a jak będzie traktował Was Wasz przyszły szef? Czy jak trzeba, będzie sprzedawał z Wami pomidory albo dzwonił do klientów? Jak się odnosi do swoich podwładnych? Czy jest do niego dostęp, czy jak szczeżuja zamyka się w pokoju?

2. Czy pracownik na najniższym stanowisku, który dopiero co zaczyna pracę, może dostać się w tej firmie na sam szczyt? Czy sekretarka może awansować? Czy tak, jak np. Jim Ziemer operator dźwigu towarowego w Harley Davidson, można zostać prezesem? Wiadomo, że nikt Wam z góry tego nie obieca - ale przynajmniej dowiecie się, jak wygląda ścieżka kariery i awanse.

3. Czy mogę zostać łatwo zwolniony? - w jakiej sytuacji jest firma, czy jeśli straci klientów, Wy stracicie też pracę? Coraz częściej zdarza się, że firmy zatrudniają w momencie, kiedy np. zdobędą projekt. Zastanawialiście się, co stanie się z tymi ludźmi, jak np. po pół roku klient od tego projektu się rozmyśli? Chcecie być na ich miejscu?

4. Jak się reaguje na popełnianie błędów? Są firmy, gdzie pracownicy są zwalniani za błędy. Ale są też takie, jak np. IBM czy Google, gdzie błąd świadczy o tym, że pracownicy mają szansę się uczyć. Bez błędów i uczenia się na nich nie byłoby postępu. A w firmie od razu robi się luźniej, jak nikt nikomu nie obcina głowy.

Co zrobić, kiedy nie macie okazji zadać tych pytań? Sprawdźcie, jak ludzie pracujący w danej firmie o niej mówią (często jest to żargon korporacyjny), jak dekorują swoje stanowiska pracy, i jak zachowują się w stosunku do swoich kolegów (np. czy robią sobie z nich fajne żarty). Gdzie to sprawdzić? Na profilach społecznościowych firmy (warto je poczytać kilka miesięcy wstecz) i na profilach ludzi, którzy w niej pracują - np. czy często komentują coś siedząc w firmie, jakim językiem i w jakim stylu? A może w ogóle nie wypowiadają się o pracy, a w zamian wylewają jad na portalach oceniających pracodawców. Obojętnie jakie uzyskacie odpowiedzi, wasze przyszłe życie pracowe, może na nich tylko zyskać.

KIEDY REKRUTER MILCZY

Wiele osób napisało mi, żeby koniecznie napisać o braku informacji zwrotnej od rekruterów. Coraz częściej nie wiecie, czy dostaliście pracę, czy nie? Jak dalej będzie wyglądał proces rekrutacji? Dlaczego Was nie zatrudnili. Rekordzista czekał na tzw. feedback od jednej z korporacji ponad 8 miesięcy. A co gorsze, wcale się o niego nie upomniał.


Skoro już poświęciliście kilka godzin na przygotowanie się do rozmowy o pracę, odpowiednie ubranie się, stanie w korkach, czekanie na spóźnionego rekrutera i wreszcie odbycie samej rozmowy, informacja o tym, czy przeszliście do kolejnego etapu, albo czy z Was rezygnują, po prostu Wam się należy. A wymijanie się brakiem czasu, zakazem wewnętrznym, braniem wiedzy na temat powodów odrzucenia, bo w procesie brało udział kilku rekruterów, to wymówki, na których słuchanie szanujący się kandydat nie powinien sobie pozwalać. Dlaczego? Bo każda rekrutacja to kolejny krok w poznawaniu siebie samego. I bez znaczenia, czy zdobyliście upragnioną pracę, czy nie - macie szansę dowiedzieć się o sobie czegoś ciekawego.

Jak więc pytać o informację zwrotną? To co jest pewne - rekruterzy nie lubią maili na dużym poziomie ogólności - czyli "chciałbym prosić o informację zwrotną", pytania o to, w czym osoba, która dostała pracę była od Was lepsza oraz mówienia im, że kolejna firma nie poznała się na Waszym talencie. 

Im bardziej konkretnie, grzecznie i otwarcie się zapytacie tym lepiej. Np. podczas naszego spotkania odniosłam wrażenie, że szukacie kogoś, kto ma doświadczenie w branży chemicznej, o czym nie wspominaliście w ogłoszeniu. Czy brak doświadczenia w tym zakresie był powodem odrzucenia mojej kandydatury?

Czy z Pani doświadczenia wynika, że moje oczekiwania finansowe były za wysokie? Bardzo zależy mi na wiedzy, jakie są widełki na podobnych stanowiskach?

Na rozmowie dużą uwagę przywiązywała Pani do moich pasji. Czy szukaliście do tego zespołu kogoś, kto będzie go uzupełniał o nowe pasje, czy będzie miał takie same, jak inni członkowie?


Jeśli rekruter nie odzywa się do Was dłużej niż tydzień (i nie podał, że odezwie się w czasie dłuższym), spokojnie możecie do niego zadzwonić lub napisać. Paradoksalnie brak nawet najprostszej informacji zwrotnej świadczy źle o pracodawcy. Coraz więcej firm wiedząc o tym, korzysta ze specjalnych programów do wysyłania feedbacku. Niby nie fajnie być potraktowanym przez maszynę, ale przynajmniej po takim automatycznym mailu wiecie na czym stoicie. I co z tym fantem zrobić.

REKRUTACJA DO BANI

Bardzo często spotykam się z sytuacją, kiedy osoba, która przyszła na rekrutację pogrąża się już w pierwszych 15 minutach, zanim jeszcze przejdziemy do meritum sprawy. A szkoda, bo często mam przed sobą super ludzi z bardzo fajnym cv, którzy nadawaliby się do mojej firmy. Ale ... no właśnie - ale już na samym początku rozmowy powiedzieli coś, co skreśla ich z kolejnego etapu rekrutacji. Wśród wielu tekstów, które zabiją każdą rozmowę o pracę i zniechęcą większość rekruterów, trzy zasługują na szczególną uwagę.

1. Mówienie rzeczy niestosownych do sytuacji i obraźliwych
Niby jest to oczywiste, ale zdarza się ciągle. Dlaczego? Bo wielu z Was wydaje się, że na rozmowie o pracę możecie być sobą, rzucić niecenzuralny żart z podtekstem religijnym, politycznym lub szowinistycznym, czy uwagę, która byłaby super, ale nie w warunkach formalnych i podczas pierwszego spotkania. Jak temu zapobiec? Wyobraźcie sobie, czy to samo powiedzielibyście na obiedzie u swojej babci? Nie - to macie jasność. 

Statystyki dają Wam 50% szans, że osoba, która Was rekrutuje ma taki sam pogląd jak Wasz. Co jednak, jeśli nie ma? Wtedy właśnie Wasza rozmowa dobiegnie końca, niezależnie od tego, jak świetne macie cv.

2. Zdecydowałam/em się przyjść, żeby zobaczyć, co macie do zaoferowania
To trochę tak, jakbyście powiedzieli dziewczynie/ chłopakowi, z którym się spotykacie, że widujecie się z nią/ z nim, bo nie macie lepszej opcji. Rekruterzy chcą w czasie spotkania z Wami poczuć pasję i zaangażowanie. Dzięki temu, że zarazicie ich swoim entuzjazmem są często gotowi przymknąć oko na błędy i niedostatki w cv. 

3. Moja ostania praca była straszna!/ Mój szef był okropny
Wiadomo, że każdy miał różnych szefów, lepszych i gorszych. Istnieją toksyczne miejsca pracy, w których nie zwraca się uwagi na ludzi, a liczy się tylko zysk. Zdarza się ... 

Ale od dojrzałego pracownika oczekuje się, że sobie z tym potrafi poradzić. Mówienie źle o swoim przełożonym, to tak, jak najedzenie się przed pójściem na siłownię. Można - ale po co? Może to doprowadzić do całej serii kolejnych pytań, na które wcale nie będziecie mieli ochoty odpowiadać, albo odpowiecie tak, że się pogrążycie. 

Na rozmowie o pracę najlepiej wyrażać się pozytywnie, a przemilczeć rzeczy, które Wam się nie podobały w poprzednim miejscu pracy. W końcu, gdyby było takie idealne, nie chcielibyście go zmienić. Rekruter to rozumie, i nierzadko zadając pytania o przeszłość, chce sprawdzić Waszą dojrzałość i klasę.





BOJKOT PANA KANAPKI

#wizerunekWpracy #słoiki #PanKanapka

Kanapki kupuje około 7 procent populacji pracowników biur. Są niejadalne, czy tylko tyle osób na nie stać? Nie - w coraz większej ilości miejsc pracy codzienne kupowanie gotowego jedzenia świadczy o niedbaniu o swoje zdrowie, lenistwie oraz braku polotu. Ale przede wszystkim o wyrzucaniu pieniędzy w błoto. Pytanie, czy komuś na takim wizerunku zależy?


Kiedy dwadzieścia lat temu idea Pana Kanapki wchodziła do Polski, pracownicy w białych kołnierzykach ze wszystkich rodzajów firm, zwłaszcza tych mieszczących się w centrum miasta i wielkich kompleksach biznesowych, zachłysnęli się jedzeniem na wynos przynoszonym im praktycznie na biurko. Kupowanie go stało się symbolem tego, jak ciężko pracują, (w oczach ich szefa, ktoś kto nie ma czasu gotować, na pewno poświęca swój wolny czas na pracę) i jak dużo zarabiają (niejednokrotnie posiłki na wynos stanowią ¼ pensji, zwłaszcza w przypadku pierwszej pracy i niższych stanowisk). A wspólne jedzenie i przesiadywanie w kuchni decydowało o tym, czy byli mniej czy bardziej lubiani.

Dzisiaj kuchnia to dalej jedno z najważniejszych towarzysko pomieszczeń w każdym biurze. Tutaj plotujecie, tutaj rodzą się najlepsze pomysły, tutaj wreszcie dzielicie się jedzeniem. Bo w coraz większej ilości firm pojawia się moda na gotowanie w domu i wymienianie się z innymi tym, co się ugotowało. Znam firmy, w których ludzie gotują rotacyjnie. Np. jeśli jest 20 pracowników, każdy z nich gotuje coś raz w miesiącu. Pan Kanapka, jedzony przy własnym biurku, to coraz częściej opcja rezerwowa i stosowana tylko wtedy, kiedy naprawdę nikomu w biurze nie chciało się stać przy garach. 

Wiele osób, z którymi rozmawiałam uważa, że w świecie, w którym akceptowany przez innych wizerunek determinuje całe Wasze życie, codzienne kupowanie gotowego jedzenia bardziej niż cokolwiek innego obnaża kompleksy. Pokazuje, że nie jesteście z dużego miasta, nie znacie jego zasad i mód, że za wszelką cenę chcecie zlać się z tłumem i robić to, co on. "Ludzie bez kompleksów pakują do pudełka schabowego z niedzieli albo po prostu gotują zupę, wlewają ją w litrowy słoik, wstawiają do pracowej lodówki i jedzą przez 3 kolejne dni, denerwując kolegów rozchodzącym się aromatem babcinej pomidorówki" - podsumowała  moja koleżanka pracująca na wysokim stanowisku z firmie konsultingowej. 


I trudno się z tym nie zgodzić. Bo czy wydawanie jednej czwartej pensji na "rarytasy" od Pana Kanapki, tylko po to, żeby robić to co inni i udowodnić, że jesteście bardziej biurowi od spinacza, jest warte nadszarpnięcia zdrowia i własnej indywidualności?  

CZY FOTA Z RĄSI NADAJE SIĘ DO CV?




Nie ma się co oszukiwać - co drugie zdjęcie w cv jest tzw. słitfocią z rąsi. Drugie 50% to nadal zdjęcia legitymacyjne, z dowodu osobistego lub paszportu, na których wygląda się na terrorystę. Z dwojga złego wolę selfie. Bo wbrew pozorom i zarzutom tradycjonalistów bardzo dużo mówi o osobie, która na nim jest:
  • czy potrafi się sprzedać?
  • czy jest świadoma swojego wizerunku i oczekiwań co do niego?
  • czy jest kreatywna? - wiadomo, że zrobienie profesjonalnej sesji zdjęciowej kosztuje i nie każdego, zwłaszcza zaczynającego pracę na to stać.
Jeśli selfie jest robione z głową, pod konkretnego pracodawcę i konkretne ogłoszenie (a takie powinno być każde cv), to nie ma w nim złego. Selfie z wakacji, w stroju kąpielowym, przy browarze, z innymi ludźmi, w sytuacjach nieformalnych - z założenia się do cv nie nadają. A ktoś, kto tego nie rozumie, szybko roboty nie znajdzie.    


Co zrobić, żeby fota z rąsi nie narobiła Wam wstydu i co najważniejsze, otworzyła drzwi do dalszych etapów rekrutacji? 

Zadajcie sobie pytanie, czy gdyby znalazła się ona na billboardzie wiszącym przed domem Waszej babci, nie mielibyście z tym problemu? 

Nie? To zadbajcie jeszcze o kilka szczegółów, a z dużym prawdopodobieństwem Wasze zdjęcie przyciągnie uwagę i zrobi dużo dobrej, wizerunkowej roboty, której finałem będzie zaproszenie na rozmowę.  
  1. Zwróć uwagę na światło - najlepsze jest naturalne, takie które pada z okna na Twoją twarz. Dlatego warto tak pokręcić się z telefonem, żeby uchwycić moment, w którym jesteś najlepiej oświetlony.
  2. Fotografuj twarz i ramiona, zdjęcie całej sylwetki to duża gimnastyka, poza tym w cv przyjęło się zamieszczać tylko zdjęcia głowy.
  3. Ubierz się tak, jak chciałbyś być odbierany. Generalnie im prościej, tym lepiej. Dla ułatwienia możesz się ubrać tak, jak będziesz wyglądał na rozmowie kwalifikacyjnej. Świetnie sprawdzają się gładkie kolory, jeśli Twoja przyszła praca będzie wymagać chodzenia w garniturze - to wiadomo - koszula i marynarka. 
  4. Ułóż włosy i pomaluj się (uwaga: panowie mogą się też przypudrować - żeby nie świecić się na zdjęciu) - tutaj znowu obowiązuje zasada, im mniej tym lepiej. 
  5. Rób zdjęcie, kiedy jesteś w dobrym nastroju, bo emocje widać. Najlepiej wychodzą selfie robione rano, przed wyjściem z domu, kiedy jesteśmy ubrani, pomalowani i wypoczęci po nocy. Dziubki i miny warto zostawić na inną okazję, w cv będą wyglądały słabo.
  6. Uważaj z filtrami - bo często zdarza się, że przyszły pracodawca nie będzie Cię w stanie rozpoznać na zdjęciu. Wyjątek stanowi filtr czarno - biały. Takie zdjęcia, z racji tego, że jest ich stosunkowo mało, nadal przykuwają uwagę.

99% pewności?
Jeśli chcecie być absolutnie pewni, czy na swoim zdjęciu wyglądacie kompetentnie, zawsze możecie wrzucić je do wynalazku https://www.photofeeler.com. To w dużym skrócie taki podpowiadacz tego, jak jesteście odbierani. Dla jednych ma sens, dla innych nie - ale zawsze to jakaś dodatkowa informacja zwrotna, jeśli wstydzicie się zapytać bliskich albo nie macie na to czasu. Powodzenia!